Hmm, no tak. Więc krótkie wytłumaczenie. Musiałam się dużo uczyć przez kilka ostatnich dni (tygodni), jak z resztą wszyscy. Swojej średniej nie będę podawać, ponieważ już po przeczytaniu kilku notek z paru blogów (właśnie w temacie ocen itp.) i tak mało co nie popadłam w kompleksy. Nie jest ona jakoś dramatycznie wysoka, ale cieszę się z niej.
Dla zainteresowanych opiszę wczorajszy i dzisiejszy dzień w szkole. Wczoraj pierwszą lekcją, jaką miałam była geografia polegająca na "uzupełnianiu ćwiczeń", czyli dyskusji z Syl, Karoliną, Pauliną x2, Kaś i Eweliną na temat wyglądu, chłopaków i Bóg wie czego jeszcze xD (ja nie pamiętam). Drugą lekcją był język angielski, czyli... język angielski :P. Na W-Fie na szczęście graliśmy w siatę ( a nie w ręczną!) (nie lubię ręcznej!). Dwie informatyki przeszły na korzystaniu z serwisu www.gry.pl (chłopaki oglągali "śmieszne" fotki w googlach). Na koniec godzina wychowawcza. Pani C. włączyła nam film pt. "Stowarzyszenie umarłych poetów". Już sam tytuł zachęca do drzemki, więc nie zapowiadało się zbyt ciekawie. Beci kazała wyjąć z szafek to, co zostało po ostatniej klasowej imprezie (napoje i plastikowe kubeczki) i - jeśli coś znajdzie - podzielić na klasę. Zaś sama Pani C. udała się do sekretariatu załatwiać jakieśtam sprawy. Już sam pomysł zostawienia Ib samej w klasie z napojami i filmem był niezbyt wspaniałomyślny. Ale dalej. Tuż po wyjściu nauczycielki grzecznie piliśmy sobie Mr Max`a (żółta oranżada), ale po 5 minutach każdy robił co chciał. Ja po bezskutecznych próbach podpisania się na plastikowym kubku dałam sobie spokój i po wyrzuceniu go do kosza poszłam do łazienki umyć zbrudzone markerem ręce. Sylwia poszła ze mną. A że papierowych ręczników nie było, ręce musiałyśmy wytrzeć papierem toaletowym. Syli od razu coś świrnęło do głowy i wyciągnęła 2m, poczym rzuciła go na podłogę i tym samym powstała mini ścieżka z kabiny do umywalek. Gdy wróciłyśmy do klasy, chłopaki byli w pełnej akcji. Rzucali się pustą butelką po oranżadzie, skakali na plastikowe kubki, czasem zatrzymywali obraz w filmie i rysowali po postaciach... Najlepszy był P. : położył marker na krawędzi ławki, tak że kawałek wystawał z poza niej i z całej siły walnął w niego (markera). I tak kilka razy. Ostatni raz skończył się źle dla ściany. Marker z prędkością światła zderzył się z nią zostawiając na niej jeden duży kleks i 20 małych wokoło.
Hah. Jadzia (Pani C.) dopiero dzisiaj na naszej fizyce się spostrzegła, że ściana zmieniła wygląd i przyszła do nas na lekcję ze swoją pouczającą przemową. Domyśliła się, że to my, bo "tylko na naszej lekcji wychodziła". Taaa, jaasne. Nawet jak się z Eweliną zwolniłyśmy z histy bo ona nam kazała przyjść na swoją lekcję z IIIb bo miałyśmy cośtam zrobić, to pół lekcji jej nie było.
Nom. A dzisiejszego dnia już mi się nie chce opisywać. Z resztą nie był taki fajny jak wczorajszy. Albo może był. Tylko po napisaniu takiej ilości tekstu (jak na mnie to dużo, nie czepiać się) nie chce mi się pisać więcej :P
Jestem ciekawa kto przeczytał to całe :D No cóż, jakby co, to życzę miłej lektury :)
A teraz, po wytrzeszczu oczu jakiego dostałam patrząc na ilość linijek tej notki - żegnam wszystkich, którzy to czytają :)
Pa pa :*
Wasza (albo i nie)...
Blackberry